Gisele, 1996
Należałam do niego, a póki o tym pamiętałam, on był dla mnie dobry.Każdego wieczoru przed snem, prosił bym mu grała. Zawsze tą samą, powtarzalną melodię. Siadałam więc przed pianinem i grałam, grałam, aż palce odmawiały mi posłuszeństwa. Jeśli wytrwałam wystarczająco długo, nagradzał mnie. Mogłam spać w jego łóżku, mogłam czuć się bezpiecznie. Przecież bez powodu nigdy nie wyrządziłby mi krzywdy. Byłam jego Śliczną Francuzeczką, chciał dla mnie wszystkiego co najlepsze. To nie jego wina, że gdy przestawałam grać wcześniej niż planowano, albo gdy bezwiednie zaczynałam wygrywać coś innego, musiał mnie ukarać. Złe rzeczy należało przecież karać. Jak inaczej miałabym się ich oduczyć. Za każdym razem, gdy musiał mnie zbić i odesłać do piwnicy, było mu bardzo przykro. Nie chciałam go zasmucać. Nie chciałam by z mojego powodu musiał cierpieć. Dlatego robiłam co w mojej mocy by czuł się zadowolony. Grałam, gdy prosił, śpiewałam, gdy prosił, milczałam, gdy prosił.
-Jesteś moja, Gisele - głaskał mnie po głowie w chwilach lepszego nastroju. - Pamiętasz o tym, prawda?
-Oui, jestem twoja - przytakiwałam gorliwie.
Chwila zwłoki bardzo często kosztowała mnie ciosem w plecy, bądź brzuch. Twarzy nigdy nie tykał, musiałam zawsze wyglądać ślicznie. A to i tak nie do końca mu wystarczało. Czasami kazał mi się rozbierać. Miałam stać przed nim naga, pełna pokory, gotowa na wszystko co mi rozkaże. Kiedy był zły, moje posiniaczone ciało nie spełniało wyznaczonych wymogów. Winił mnie za to.
-Dlaczego tak mnie ranisz, Gisele? Swoim nieposłuszeństwem zmuszasz do kary, lecz to ja cierpię najbardziej, zmuszony patrzeć na te szpetne blizny. Jak masz mnie zadowalać wyglądając jak pierwsza lepsza uliczna kurwa?
-Proszę o wybaczenie, poprawię się. Zrobię wszystko...
-Odejdź, dzisiaj już do niczego mi się nie przydasz.
Każdy dzień był loterią. Każdy dzień stwarzał powody do radości bądź smutku. Jego radość była moją radością. Mogłam brać długie, relaksujące kąpiele, dbać o siebie kosmetykami, na które nigdy w życiu nie byłoby mnie stać. Potem ubierałam się w podarowane ubrania, zawsze starannie przez niego dobierane. Raz byłam skromna i cnotliwa. Raz wulgarna i wyzywająca. W zależności jakie było jego pragnienie. Dostawałam też pyszne jedzenie, to chyba cieszyło mnie najbardziej. Jadłam ile chciałam, piłam ile chciałam, czułam się zdrowsza i silniejsza, nigdy jednak wystarczająco zdrowa i silna. Złudnie żyłam jak księżniczka, do czasu aż wracał w złym nastroju. Wtedy musiałam cierpieć za swoje winy. Nie jestem dostatecznie piękna i mądra, nie gram zbyt pięknie, a mój głos zamiast wzbudzać zachwyt, wprawia w irytację. Ból, zimno, strach i oczekiwanie na śmierć. Czekałam na nią, tak bardzo czekałam. Jednocześnie czując się winną, że w ogóle o tym myślę. Jak mogłam chcieć go opuścić? Tyle dla mnie zrobił? Tak bardzo mnie chciał. Zaryzykował wszystko, żebym teraz tu była. To wymaga odpłaty.
Nie miałam pojęcia jak długo w tym tkwiłam. Jak długo byłam jego niewolnicą i jak długo wmawiałam sobie, że tak właśnie być powinno. Za to doskonale pamiętam moment, który wszystko zmienił.
Miał wtedy wyjątkowo parszywy humor. Niepowodzenie w pracy, tak to ujął. Przez jedną krótką chwilę to praca była odpowiedzialna za całe zło świata. Jednak zaraz po tym spojrzał na mnie i to ja stałam się winowajcą. Krzyczał, szarpał, bił. Nie patrzył już na moją twarz, nie byłam już jego Śliczną Francuzeczką. Po którymś ciosie padłam na podłogę, przerażona, że znów go rozgniewałam. Byłam zmęczona i słaba, ostatni tydzień bez wyjątku spędziłam na podłodze w piwnicy. Palce miałam zbyt skostniałe do doskonałego grania, a przecież tylko doskonałe granie mogło zaspokoić mojego pana. Ciało powoli zaczynało się poddawać, nie leczyło się tak szybko jak wcześniej. W pierwszym odruchu chciałam jak najszybciej wstać, by jeszcze bardziej go nie rozgniewać. W pierwszej myśli chciałam go przepraszać, błagać o wybaczenie. I wtedy jego noga zetknęła się z moim brzuchem. Mimo strachu i bólu, podniosłam się do pionu i uchyliłam przed kolejnym ciosem.
Ja byłam już stracona, ale nie mogłam pozwolić by ten sam los spotkał moje dziecko.
Musiałam uciec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz